Dobro jest zawsze ciche i ukryte...

Życie codzienne

Powrót, Wesele znajomych i wspaniały towarzysz parkietu :)

Witam bardzo serdecznie.

 

Po pierwsze dawno mnie nie było. Bardzooo dawno. Dlaczego, szukałam dobrego portalu na którym można pisać notatki. Najbardziej podoba się mi prowadzenia bloga na .blogspot.com . Ktoś jednak w poprzednim wpisie dał znać, że są zmiany na blogach  na WP, więc korzystam. Dziękuję 13duszek :*.

Pewnie tutaj też wrócę. Chyba też będę pisać. W końcu ten blog ma swoje lata. Trwa już od sierpnia 2010 roku. Czyli za niedługo będziemy świętować trzecie urodziny bloga. Wooowooo!!!!! Chociaż znam blogi, które mają więcej lat.

Patrząc z perspektywy czasu, gdybym nie wykasowała mojego pierwszego bloga, to już byłoby w sumie gdzieś 10 lat, ale to było i tyle. Nie ma co wracać. Musiałam go wykasować, bo zamierzałam zniknąć w ogóle, ale jak się to mówi. Inna droga jest mi pisana.

 

A co przez ten czas się działo? Praca licencjacka uległa zawieszeniu, chociaż semestr szósty zaliczony pozytywnie ze średnią ponad 4,00. Wiem, nie ma się co chwalić. Mogłoby być spokojnie i 5,00 ale co tam. Licencjat zawieszony na chwilę do września. Taaa... musiałam bo cóż. L4 wypadkowe mnie dopadło. Złamany paluszek, paznokieć w połowie zerwany.

Co robiłam? No cóż :D zamykałam drzwiczki od sejfu. A mama mówiła aby palców w takie miejsca nie wsadzać. Już jest ok, bo mamy 14 dni po wypadku. Tydzień minął. Ale chyba jeszcze troszkę wody upłynie nim do pracy wrócę. A tak to wygląda:

 

002a.jpg

 

No a teraz może zacznę coś na temat tego co się zwało WESELEM ZNAJOMYCH. Tak, kolejni piękni młodzi. Raptem minęło niecałe 10 miesięcy od wesela Agi i Daniela, które było w Wiśle, to 22-go odbyło się równie cudowne wesele Patrycji i Zbyszka. Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem. Sam ślub był cudowny. Tym razem nie płakałam chociaż byłam dogłębni wzruszona. Taaa. Nasz wspaniały Ksiądz Kaznodzieja powiedział podczas homilii tyle budujących słów.

Na weselu WODZIREJ prowadził wspaniałe zabawy. Było na prawdę bardzo wesoło i radośnie. Państwo młodzi wspaniale się bawili. Jedzenia jak zawsze dużo, a przez wzgląd na pogodę - ciepło było - mało co jedliśmy. Więcej szło napojów. Ale co do alkoholu, też było ciepło więc nawet spokojnie. No i tego jedzenia...jedzenia. Ale to nic, ważne, że było wspaniale. Zabawa na całego...

 

A co to T. ? T. to facet, mój towarzysz, ale nie życia. No chyba bym umarła ze szczęścia, jakbyśmy byli kiedyś razem. Nie, to nie realne. Why? Właśnie, dlaczego?  Wydaje się mi, że powinien szukać kogoś lepszego niż ja, a w okół tyle dziewczyn.

T. zgodził się mi towarzyszyć podczas wesela moich wspaniałych znajomych. Kiedy prosiłam go półtorej miesiąca wcześniej zgodził się z wielką radością. Dla mnie jak dla kobiety przed 26 rokiem życia, która trzymała facetów na odległość i na dystanse kilometrowe był to nie lada szok, zaskoczenie.

 

Na weselu T. okazał się bardzo dobrym partnerem w tańcu. Prowadził mnie pewnie ale i spokojnie (no palec ciągle w szynie). Nauczył mnie kilku figur tanecznych. Był zdziwiony, że tak szybko załapałam. Kiedy próbował coś nowego, mi nieznanego widziałam w jego oczach ogniki radości, że jest tak jak ON chciał. Po prostu się uśmiechał. Zresztą jak mogłam podejrzewać T., że nie umie tańczyć, że nie ma rytmu w sobie, jak jest po szkole muzycznej. Jak rytm to JEGO priorytet. Czułam się dobrze, czułam się spokojnie. Pewnie i radośnie. Jesteśmy tylko kumplami z dzieciństwa, jeśli nawet tak to można nazwać.

T. chociaż mieszkał 2-3 minuty drogi od mojego domu, to raczej żył szkołą muzyczną i dodatkowymi zajęciami. Nie było Go na naszym podwórku. Ani w nogę nie grał z nami, ani w Sailor Moon się nie bawił. Znaliśmy się tylko na cześć. Jak na wsi, to dziwne zjawisko. No, a w szkole. Też się mijaliśmy. T. zdążył uciec przed gimnazjum a ja w nie wpadłam. On był już w średniej. Trzy lata w innych miastach. W końcu zanim dotarłam do Cieszyna, ON rozpoczął studia w Krakowie. Ja po 4 latach technikum wybrałam na studia inne miasto, bo i tak nie zamierzałam z początku robić i kończyć studia. Przez dobre 3 lata zamieszkałam w Katowicach, ON kończył polonistykę na UJ, rozpoczął doktorat, a ja wróciłam na stare, domowe śmieci. On wyjeżdżał na stypendia za granicę, ja zaczęłam ponownie studia. I tak przeżyłam 6 semestrów.

 

T. dziękuję Ci za ten czas, czas kilkunastu godzin, który mnie zmienił. Zmienił mnie w uczuciach, w myśleniu. W podejściu do facetów. Mój bagaż się zmienił. To było wspaniałe uczucie, wiedząc, że ma się przy boku kogoś z kim przetańczy się całą noc; kogoś z kim zamieni się kilka słów, wymyśli się jakieś głupoty (tak o serwetkach mówię, serwatkach). Z kim poczuje się bezpiecznie. Mieć kogoś, kto odprowadzi pod same drzwi... Zarzuci się na szyję i powie cichutko: Dziękuję za miły czas i dobrą zabawę. To jest fajne uczucie kiedy się wie, że ma się kogoś, po prostu się jest, a więcej nie trzeba nic.

Teraz mając niespełna 26 lat tego dopiero doświadczyłam. Dlatego drogi T., chociaż wiem że nasze losy są różne i wątpiące jest to, że kiedyś znów razem ruszymy na parkiet, bo znów będziesz bardzo zajęty podróżowaniem w Polsce i za jej granicami, piszę cicho ARIGATO (jap. dziękuję).

 

 obraczka.jpg

 

To tyle na powitanie ponowne :):)